czwartek, 23 kwietnia 2015

Rozdział 6

~Oczami Liama~
Emily nie ma już długo, zaczynam się mocno martwić. Ze szkoły wyszła gdzieś 14:30 a teraz jest 16, a jak do kogoś idzie to dzwoni, pisze SMS' a czy jakoś mnie informuje. Zawsze. A teraz nawet nie odbiera. Może zadzwonię do Max'a.
-Halo ?-odezwał się po trzecim sygnale.
-Cześć Max tu Liam, wiesz może co z Emily ? Jeszcze nie wróciła.-powiedziałem.
-Właśnie nie, nie odbiera ode mnie.
-Kurwa. No to dobra ... idę jej szukać. Znowu.
-To pa.
Od razu wybiegłem z domu.
~Oczami Emily~
Ale mnie głowa boli ... nie pamiętam co się stało. Pustka. Powoli otworzyłam oczy, no świetnie. Co ja robię w jakiejś piwnicy ?! Leżę rzucona na czysty beton, no nie taki czysty, cały w mojej krwi.
-Co tu się dzieje do cholery?! -wrzasnęłam, może ktoś usłyszy.
Stałam tak chwilę aż do pomieszczenia nie wpadł jakiś chłopak, miał czarne włosy zaczesane na bok i duże szare oczy. Nie będę kłamać, był przystojny. Kiedy na mnie spojrzał łobuzerski uśmiech wdarł się na jego twarz.
-No, no, no ! Szybko wstałaś -powiedział chwytając mnie za włosy i rzucając o ścianę.
Szybko poczułam metaliczny smak krwi w ustach. Nie, Emily będziesz silna nie pokazuj skruchy, ani mama ani Liam nie chcieli by żebyś teraz płakała.
Momentalnie się ogarnęłam i z kamienną twarzą wróciłam przed chłopaka i z całej siły uderzyłam z pięści w twarz i korzystając z jego nieuwagi spowodowanej krwotokiem z nosa zaczęłam okładać to nogą to kolanem ... to pięścią po brzuchu i żebrach. Nie obchodzi mnie czy go zabije czy co, niech zobaczy co się dzieje kiedy porywasz niewłaściwą osobę.
Chłopak prawie by stracił przytomność gdyby nie czyjeś bardzo mocne ramiona które mnie powstrzymał.
-Uspokuj się młoda !- krzyknął głos który słyszałam przy porwaniu.
-HARRY !!!!! -pisnęłam.
Do pomieszczenia wbiegli jeszcze dwaj mężczyźni i jedna dziewczyna. Jeden był blondynem a drugi ... był rudy, wszyscy dobrze zbudowani, wysocy i wytatułowani.
-Matko, czy Robertowi zrobiła to ta mała ?!?!?!?- zapytał zszokowany rudy.
-Taaak -wysyczał ledwo żywy Robert.
Kiedy stali tak w szoku, ugryzłam mocno Harry'go w rękę aż do krwi a kiedy mnie puścił sprintem wbiegłam po schodach i pobiegłam do drzwi. Zamknięte ... sprytni, ale nie aż tak jak ja. Usłyszałam jak wbiegają do salonu.
~oczami Harry'go~
Gdzie ta mała kurwa się schowała. Jest bardzo sprytna, tylko pogratulować Liamowi siostry.
-Sprawdzić górę.- powiedziałem do Adama i Oskara.
-Julie, ty idziesz ze mną po Roberta.- zwróciłem się do szatynki.
Szybko zbiegliśmy w dół do piwnicy, i już klęczeliśmy przy chłopaku.
-Nic ci nie jest ? Masz coś złamane ? Serio dałeś się pobić takiemu maluszkowi ? Ona ma niecałe 1,57 metra !- zaczęła monolog Julie.
-Ta pieprzona dziwka nadawała by się do najgorszego gangu w Islamie ! - krzyknął nieźle wkurwiony Robert.
-Chodź.- powiedziałem tylko i dźwignąłem go na ręce.
Powoli weszliśmy do salonu i akurat usłyszeliśmy dźwięki tłuczonego szkła i strzał.
-Idę zobaczyć co się dzieje.- powiedziałem i pobiegłem na górę.
~ oczami Emily~
Od razu z salonu pobiegłam na górę i zakneblowałam drzwi przesuwając przed nie krzesło. Znajdowałam się w niedużym pomieszczeniu, które chyba spełniało rolę biura i składziku na broń. Stały tu dwa krzesła przy biurku a na ścianach wisiały różnego rodzaju bronie. Nareszcie znalazłam okno. Zdjęłam jedną strzelbę i z rozmachu uderzyłam w okno które na skutek tego rozkruszyło się w mak.
I akurat teraz musieli wleźdź tych dwóch ! Ten blondyn chwycił i odbespieczył broń wtedy gdy już w połowie stałam na parapecie po drugiej stronie okna. Nagle strzelił w moją stronę a ja z braku równowagi spadłam prosto na beton. Byłam przytomna ale wszystko mnie bolało. Wydałam z siebie głośny jęk i próbowałam dźwignąć. Z trudem wstałam i zobaczyłam że mam przestrzelonom nogę ... na wylot. Świetnie, lepiej być nie może !
Kiedy dokuśtykałam do furtki, usłyszałam wściekły krzyk Harry'go, a zaraz potem wybiegł z domu ,złapał mnie w pasie i przerzucił przez ramię.
Próba ucieczki prawie udana ... trzeba ją dopracować.
~Oczami Harry'go~
Ta mała mnie zadziwia. Jakim cudem jeszcze żyje ?
Weszliśmy do domu a ja skierowałem się do mojej sypialni. Od razu kiedy przeszłem przez próg, odłożyłem dziewczynę na łóżko a sam skierowałem się do łazienki po apteczke, nie mam zamiaru dawać ojcu martwej córeczki bo jakiś debil nie umie po ludzku złapać dziecka. Wyjąłem z pudełka wodę utlenioną, bandaż i waciki. Delikatnie obmyłem rany z krwi i próbowałem zatamować krwotok z nogi.
Kiedy zmogłem krwotok zadzwonił mój telefon.
Liam.
-Halo ?- odebrałem.
-Harry ! Wiesz gdzie może zniknąć 15 latka ? - zapytał. Słychać było że płakał.
Moje serce rozpadło się na milion małych kawałeczków. Mój przyjaciel właśnie przechodził załamanie bo przeze mnie jedna z najważniejszych osób w jego życiu pewnie niedługo zginie.
-Nie wiem co z nią.- odpowiedziałem oschle.
-POMOCY! DO CHOLERY LIAM RATUJ ! - zaczęła krzyczeć na całe gardło Emily.
-Co ? Emily?! -zaczął Liam ale wtedy się rozłączyłem.
-I CO JA MAM CI TERAZ ZROBIĆ ?!?!?!?- ryknąłem i rzuciłem telefon na łóżko.
-Co chcesz. Nie boję się ciebie.- powiedziała z wzrokiem zabójcy.
-Zaraz cie zabije ty mała suko!!! - krzyknąłem i z otwartej ręki uderzyłem ją w policzek, na co spadła z łóżka. 
-Nieeeee, nie ma tak ładnie. Wstawaj! Chyba że mam ci pomóc ?!- zacząłem krzyczeć i pociągnąłem ją za włosy do góry. 
Kiedy tylko złapała równowagę pchnąłem ją na ścianę i kąpletnie przyleglemłem do niej swoim ciałem.
-No i co dalej mi zrobisz ?! -napluła mi w twarz.
Ooooo, teraz to przesadziła.
-JULIE- ryknąłem a już za kilka sekund dziewczyna stała w progu.
-Tak Harry ?- zapytała grzecznie.
-Poczekaj tu i nie daj jej się ruszać z miejsca jak coś to bij z całej siły.- powiedziałem na co tylko pokiwała głową.
Jak wrócę ta dziewczynka nie przeżyje ! Przysięgam!
~oczami Emily~
 Kiedy Harry wyszedł spojrzałam na dziewczynę która jak mniemam ma na imię Julie. Miała długie czarne włosy i czekoladowe oczy, też patrzyła na mnie.
-Dziecko- zaczęła z żalem- bądź im posłuszna bo na prawdę może być z tobą źle. Harry teraz nie poszedł się uspokoić. Idzie po coś czym cie zaraz zajebie- powiedziała i łza poleciała po jej policzku.
Podeszłam i mocno ją przytuliłam, co ona odwzajemniła.

~~~~~~~~~~~~~~~
No heeej :* Tak wiem,zwaliłam,krótki i tak dalej ... wybaczycie ??
To nie będę się rozpisywać :* Kocham was <3 Proszę was komentujcie ...

piątek, 17 kwietnia 2015

Rozdział 5

   Rano obudził mnie dzwonek w telefonie, uświadamiając mi że dziś poniedziałek i muszę iść do tej cholernej szkoły. Nie lubię tam chodzić,nie dość że moje stare kłopoty tu przyjechały i mnie znalazły to jeszcze muszę znosić te półmuzgie dzieciaki. Świetnie.
  Za 5 minut pozbierałam się i zeszłam z łóżka,od razu poszłam do łazienki. Szybko się umyłam i zapomniałam o zabraniu ubrania. Założyłam ręcznik i podeszłam do szafy,wyciągnęłam z niej czerwone rurki i czarną koszulkę z krótkim rękawem. Przebrałam się w pokoju i spakowałam książki,kiedy skończyłam była 7. Zeszłam na dół w celu zjedzenia czegoś ale widok jaki zastałam w salonie prawie mnie zabił. Na kanapie leżał Harry,a Louis miał głowę  na jego odsłoniętym kroczu,Niall spał jak zabity na stoliku a Zayn po prostu siedział i oglądał tv nie zauważając mnie. Stałam tak chwile z otwartą buzią aż do pokoju nie wszedł Liam.
-Yyy ... Zayn co tu się dzieje ?! Wiesz w tym domu jest dziecko ? -zaczął i zakrył mi oczy.
-Ale mi dziecko ... 15 lat prawie ma -zgromił go mulat.
 O 7:30 wyszłam z domu, zapominając o celu mojego zejścia do salonu i udałam się do szkoły,jak zwykle spotkałam się przed bramą z moim przyjacielem Max'em.
-Hej kochanie.-przywitał się i puścił mi oczko na co pokręciłam głową i zaśmiałam się.
-Hej Max.-odwzajemniłam powitanie i weszliśmy razem do budynku szkoły.
Podeszłam do swojej szafki, a Max do swojej tuż obok mojej (tak się poznaliśmy i za przyjaźniliśmy), lecz kiedy ją otworzyłam znalazłam karteczkę z napisem "Payne suka którą wyrucham jak każdą inną dziwkę w tej szkole, wiem że to lubisz kotku xx". W tej chwili wybuchłam, szybko domyśliłam się kto to napisał. Niejaki John z 3 klasy, kobieciaż który chce zaliczyć wszystkie dziewczyny w szkole i teraz uwziął się na mnie.
-Max -zaczęłam
-Co jest ?- zapytał zauważając że coś jest nie tak i że gotuje się ze złości.
-Patrz jak John zaraz dostanie w mordę.
-Nie Emily nie rób tego, to zły pomysł.- uspokajał mnie.
-Tak Max, ten dupek w końcu dostanie nauczkę.-wysyczałam.
-Co on tam napisał ?!- krzyknął i wziął ode mnie kartkę. Po przeczytaniu zacisnął zęby -Zmieniłem zdanie, idź i mu wpierdol. Będę w pogotowiu.
-Dzięki, na ciebie zawsze mogę liczyć.-przytuliłam go i poszłam w stronę ławki na której siedział John i kilka dziewczyn omamionych jego zalotami.
-Ej ty ! John !-krzyknęłam.
-O ! Patrzcie kto przyszedł, Payne ! Znalazłaś wiadomość ? No, czekaj tu po szko... -nie skończył bo do niego doszłam i uderzyłam z pięści w twarz, na co on zgiął się w pół.
Jego panienki w szoku uciekły do szkoły zostawiając mnie z nim samych. I dobrze.
-Ty pierdolony dupku -zaczęłam i go kopnęłam przez co jeszcze bardziej się schylił i wył z bólu.- myślisz że wszystko możesz ? To jesteś w błędzie. Przesadziłeś z tą kartką. Huj z resztą ! Idź pierdolić te swoje lalunie co właśnie zwiały! - wykrzyczałam na niego i uderzyłam w brzuch pięścią, tak jak uczył mnie Jack z Liamem.
John wstał i znowu był sporo wyższy, wycelował w moją stronę pięść ale ja ją złapałam i zblokowałam przez co upadł. Kopnęłam go jeszcze raz i wyszeptałam do ucha
-To była nauczka żeby nie zadzierać z Emily Payne. A teraz żegnam, idź obmyj tą krew z nosa zanim ktoś zobaczy że pobiła cię drugoklasistka.
I poszłam do Max'a który stał w wejściu do szkoły i patrzył na Johna z otwartą buzią lecz kiedy mnie zobaczył uśmiechnął się i przybił piątkę.
-No no no !Teraz nie wiem czy się ciebie bać czy co !-zaśmiał się- Brawo mała ! Wiedziałem że dasz radę !Teraz ten dupek na nauczkę. -mówił.
-No dobra, dobra. Skończmy temat dobra ? Co, robisz dziś popołudniu ?
-Nie mam nic w planach. Chcesz iść na randkę ? -zaśmiał się i puścił oczko.
-Ha.ha.ha Bardzo śmieszne Max. -nie miałam dziś humoru na żarty.
-Ej, co jest ?Jakoś dziwnie nieswojo się zachowujesz.
-Chodzi o mojego brata i jeszcze o state problemy, które mnie tu znalazły i chcą mnie zabić. Ostatnio Liam przyprowadził swoich 4 kolegów i cały czas są u nas w domu, a wiesz jaka ja jestem, prawie nie komunikuje i nie plątam się ani praktycznie nie wychodzę z pokoju chyba że brat mnie zmusi. Nie wytrzymuje tam psychicznie, no dobra jest jeden z którym mam spoko kontakt i jest,no wiesz,taki inny,oryginalny ... -zaczęłam ale nie dane mi było skończyć bo Max od razu wybuchł.
-CO ?! CHCESZ MI COŚ PRZEZ TO POWIEDZIEĆ ?! CZY TY SIĘ ZA... -zaczął się wydzierać z podekscytowaniem lecz zatkałam mu buzię zanim cała szkoła dowiedziała się o jego podejrzeniach.
-Dlaczego mnie zatykasz ?!I wracając do tej "randki" to dziś po szkole u ciebie,a teraz widzisz dzwonek ... musimy lecieć.-powiedział i się do mnie uśmiechnął.
-Jesteśmy razem w klasie debilu.-parsknęłam.
-Masz rację milejdi,wybacz moją głupotę.-powiedział i zrobił minę szczeniaczka proszącego o przebaczenie za to,że pogryzł kapcie.
-Idźmy już do tej klasy.
-To bardzo dobry pomysł.
Potem weszliśmy do klasy na biologię,mój ulubiony przedmiot. Cały dzień w szkole minął w miarę spokojnie,wypuścili nas o 14:40.
-No to co ?Do ciebie ?-zapytał Max tuż po odejściu od szafek.
-Tak. Kierunek mój dom.-powiedziałam i wskazałam ręką drzwi które chłopak otworzył dla mnie.
-Jaki dżentelmen.-skomentowałam na co on puścił mi buziaka.
Wtedy zadzwonił jego telefon.
-To mój brat- powiedział i zaczął rozmowę.
Po kilku minutach rozmowy powiedział że musi iść do domu bo zaraz gdzieś jadą.
-To leć- powiedziałam powiedziałam i uśmiechnęłam się lekko.
-To pa babe-przytulił mnie a ja to odwzajemniłam.
Zaraz już szłam sama przez park. Liam zawsze mówił mi że absolutnie nie mogę sama chodzić po parku bo jeszcze coś mi się stanie ... a kij z tym. Szłam w ciszy ale wtedy ktoś wyskoczył zza drzewa, miał zakrytą twarz i kaptur na głowie ... za paskiem miał pistolet. Ups, mogłam jednak słuchać Liama. Nie zważając na niego szłam dalej patrząc tępo przed siebie lecz on coraz bardziej się zbliżał, aż schował mnie w uścisku niewidoczne przyglądając broń do pleców.
-Coś się stało?- zapytałam z uśmiechem aby zamaskować strach.
-Oj, Emily, Emily było słuchać tego brata.- powiedział.
Przyłorzył mi do twarzy szmatkę z chemikaliami.
ZARAZ ZARAZ JA ZNAM TEN GŁOS TO ....
~narrator~
I wtedy straciła przytomność.

---------------------------
Hej hej hej :*
I jak się podoba rozdział ??? Piszcie opinie :* mam nadzieje że chociaż trochę i że ktoś tu jest ...
Jak myślicie kto i dlaczego ją porwał ???? Co będzie dalej ??? A to dowiecie się w kolejnym odcinku "moda na rozdział"